Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
GRAWEROWANIE
#41
Po kilku próbach udało mi się zrobić zdjęcia, na których coś widać. Wstawiam duże.

   

Rylec z czerwoną skuwką  jest zrobiony z brzeszczotu do piły mechanicznej, to mój najstarszy sprzęt, i nie jestem pierwszym właścicielem. Typowy rylec fasetowy do sztychowania. Jak widać płaska prowadnica została bez ceregieli przeszlifowana na fasetową, wygładzam ją i poleruję w miarę skracania rylca.

Rylec z mosiężną skuwką to taki bardziej spiczasty do grawerowania we wklęsłych przedmiotach. Konkretnie - służy mi do robienia napisów/numerów na tyłach odznak wojskowych. Zrobiony z ogryzka rylca soczewkowego. Prowadnica podszlifowana, jej część robocza ma kilka milimetrów, i jest nieco podwinięta do góry, bez czego nie mógł bym prawie nic zrobić na wklęsłej powierzchni.
Odpowiedz
#42
Piękne narzędzia. Słyszałem od Cyzelera, że w PRL-u robiło się sztychle z czego się dało, z pilników iglakowych np. Moje są w większości ze stalek - noży oprawkowych do tokarek. Stal HSS. Wciąż robię nowe i ćwiczę z zapamiętaniem.
Dzięki za pokazanie swoich n arzędzi, Krzywy.
Odpowiedz
#43
Ja kiedys wycinalem ze starych pil tarczowych z pobliskiego warsztatu slusarskiego.
Odpowiedz
#44
(09-03-2013, 09:05 AM)nordwind1 napisał(a): Ja kiedys wycinalem ze starych pil tarczowych z pobliskiego warsztatu slusarskiego.

Te z pił tarczowych są bardzo dobre. Dostałem parę takich sztychli od sąsiada. Resztę robię sobie sam ze starego pilnika pociętego na odpowiednie kawałki, albo starego noża tokarskiego. Uśmiech
"Grawer Met" Paweł Tucki[url=http://www.facebook.com/MetaluBlask][/url]
Odpowiedz
#45
Piła tarczowa to kawał niezłej stali narzędziowej w postaci przeszlifowanej płyty, robiono z tego nawet wykrojniki (oczywiście przy odpowiednim osprzęcie na balansówkę). Z pilników też mam kilka rzeczy. Nie wyrzucam starych iglaków.

Z rozpędu zrobiłem też zdjęcia jak trzymam rylec. Wszyscy znani mi grawerzy robią to podobnie, nie da się tutaj nic specjalnego wymyślić.

   

Nie lubię jak rylec wystaje mi daleko za kciuk. Kiedy jest krótko, mogę wygodnie podeprzeć się kciukiem o materiał, i precyzyjnie trafić ostrzem gdzie chcę.

   

A tutaj sprawdzam ostrze. Wystarczy, mniej więcej jak na zdjęciu, dotknąć lekko czubkiem ostrza do paznokcia. Od razu wiadomo, czy ma ochotę się wbić, czy ześlizgnąć. Dobrze zaostrzony oczywiście bez poślizgu struga paznokieć (wystarczy dotknąć, szkoda paznokcia).

   

Chyba warto napomknąć o samym ostrzeniu. Było takie pytanie, i chyba zostało bez odpowiedzi.
Odpowiedz
#46
Napewno warto czekamy na opis. [Obrazek: smilie_denk_11.gif]
Fajnie to robisz. [Obrazek: smilie_happy_284.gif]
Odpowiedz
#47
(09-03-2013, 10:42 PM)nordwind1 napisał(a): Napewno warto czekamy na opis. [Obrazek: smilie_denk_11.gif]
Fajnie to robisz. [Obrazek: smilie_happy_284.gif]

Dziękuję. No to tłukę dalej, zanim mi się odechce.

Ostrzenie. Pomijam fazę dobrania długości rylca, i wstępnego przygotowania na szlifierce, chociaż umiejętne korzystanie ze szlifierki zaoszczędza masę pracy - np. po wykruszeniu ostrza. Przypominam tylko o częstym chłodzeniu podczas szlifowania mechanicznego - nie zaszkodzi, nawet jeśli rylec jest ze stali szybkotnącej.

Do dalszego ostrzenia będzie potrzebna spoista ostra osełka, w której nie robią się szybko dziury i doły, oraz osełka polerująca, albo drobnoziarnista. W pracy mam profesjonalny komplet do ostrzenia rylców, ale wystarczy kostka korundowa o niezbyt grubym ziarnie, i papier ścierny o gradacji około 600 naklejony na gładką powierzchnię - taki zestaw jest na zdjęciach.

Im niższa płaszczyzna tnąca (zwana kapturkiem, kapą, itp), tym łatwiej ją zaostrzyć. poniżej prezentuję rylec fasetowy ujęty w "śmiertelnym uścisku":


   
W ten sposób trzymając, przykładam rylec do osełki. Tak, żeby nie był przechylony na lewo lub prawo. Prowadnicą "do siebie". Ustawiam też odpowiednie nachylenie.


   
Teraz najważniejsze. Usztywniam nadgarstek. W czasie ostrzenia poruszam ręką jedynie w łokciu. Łokieć można oprzeć o stół. Ruch w obydwie strony bez podnoszenia rylca, ale naciskam tylko przy ruchu do siebie (większa strzałka). Oczywiście osełkę, rękę, itp. ustawiam tak, żeby mi było wygodnie. Szybkie, pewne ruchy. Bez dużego nacisku. Tak, żeby rylec sunął płynnie.


   

Powyżej i poniżej skrajne położenia rylca. Nie jest to zbyt widowiskowe.

   

Po kilku / kilkunastu / kilkudziesięciu ruchach powinna powstać jedna, gładka, i płaska powierzchnia tnąca. Ćwiczyć do skutku!

Następnie wygładzamy powierzchnię. Na kamieniu polerującym wygląda to dokładnie jak przy ostrzeniu. Z kolei na papierze ściernym wykonujemy ruchy wyłącznie w przeciwnym kierunku, aby nie załamać krawędzi (mniejsza strzałka na zdjęciu powyżej)

Na krawędzi ostrza w wyniku ostrzenia tworzy się tzw. "drut", czyli wywinięty, bardzo cienki listek stali. Starożytne mądrości radzą usunąć to, wbijając ostrze w twarde drewno. Ja wolę przepolerować prowadnicę, jak na zdjęciu poniżej. Przykładam rylec powierzchnią prowadnicy dokładnie do powierzchni osełki, i pociągam wzdłuż porowadnicy w kierunku oznaczonym strzałką. Kilkukrotnie, z niewielkim naciskiem. W ten sposób nie załamuję krawędzi ostrza, a przy okazji pielęgnuję prowadnicę.

   

Są też specjalne wózeczki, w które montuje się rylec do ostrzenia. Może ktoś się wypowie na ich temat, bo sam nigdy nie stosowałem.

To, co dzisiaj opisałem, wygląda na bardzo skomplikowane, ale po zdobyciu wprawy cała operacja trwa może ze trzydzieści sekund.

Są też inne metody - np "lewo - prawo", ale ostrzę rylce wyłącznie tak, jak tutaj pokazałem, czyli ruchami "góra - dół". Przy zgrubnych pracach (np. w stali), odpuszczam sobie polerowanie płaszczyzny tnącej.
Odpowiedz
#48
Krzywy - Serdeczne dzieki - Swietne fotki i super opis. Juz po fotkach mozna sie duzo domyslec. [Obrazek: smilie_gr_96.gif]
Odpowiedz
#49
Piękne dzięki, Krzywy za aktywność. proszę, niech Ci się nie odechce. Uśmiech
Odpowiedz
#50
Po dwóch bardzo intensywnych tygodniach w pracy trochę straciłem wątek... Jakieś pomysły co dalej?

Właśnie zauważyłem nowy wątek o puncach repuserskich, w grawerstwie też się czasem używa punc. Kolejny temat to meselki (dłutka) - bardzo użyteczne przy większych pracach. To moje dwie propozycje.

Jak już ktoś celnie zauważył - grawerowania nie da się nauczyć korespondencyjnie, jest to słabe miejsce w internetowej wymianie wiedzy. Ja najwięcej się nauczyłem przez podpatrywanie mistrzów (oraz "mistrzów") przy pracy - jakie mają narzędzia, jak ich używają, i kiedy. Później i tak musiałem chwycić w łapy własne narzędzia, i wyczuć jak to idzie. Dłubać, dłubać, i dłubać. Pewnie można to zastąpić filmami dostępnymi w internecie, i nawet sam spróbuję coś ukręcić moim aparacikiem.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie idzie, i nie ma w pobliżu nikogo, kto by popatrzył jak pracujemy, obejrzał narzędzia, i coś doradził, albo przez chwilę pokazał jak sam to robi. Myślę, że można się nauczyć "korespondencyjnie", ale dobre efekty osiągną raczej osoby, które potrafią krytycznie spojrzeć na swoje dokonania, próbują różnych opcji (np. zmiana kąta zaostrzenia) i zwracają uwagę na szczegóły przy tych próbach (lepiej? Gorzej? Gładka bruzda?).
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości